Cuda objawione

Bóg pokazał mi moją śmierć, a następnie przywrócił mnie do życia, a było to tak; 27 stycznia 2009 roku jechałem samochodem do Obi ulicą Józefa Mackiewicza i zatrzymałem się na czerwonym świetle przed skrzyżowaniem świetlnym z ulicą Opolską. Patrzę na lewo na ulicę Opolską na drugi pas jezdni, coś się tam dzieje. Patrzę dalej a tam znajduje się całkowicie roztrzaskane moje auto, bordowe Seicento, a przy nim dziesiątki gapiów i karetka pogotowia. Ten widok obserwowałem ponad 15 sekund. Pomyślałem sobie nie przejadę, ponieważ droga jest zablokowana. I nagle przyćmienie oczów i nie ma tego widoku. Droga na ulicy Opolskiej w kierunku Nowej Huty czyściutka, przejezdna. Objawień takich miałem wcześniej sporo, dlatego nie przeraziłem się zbytnio, ale bardzo dużo dało mi to do myślenia, zwłaszcza ci ludzie co tam byli wokoło mojego rozbitego samochodu, ludzie co tak licznie otoczyli moje auto. A więc umarłem tam, zginąłem tragicznie, ale to było w innym wymiarze czasowym, który poszedł dalej, ale już bez mojego życia.

To był jesienny wieczór, poniedziałek 19 października 2009 roku. Uderzyła mnie ostra schizofrenia, psychoza, ale do dziś pamiętam wszystko dokładnie. Układałem długi list do Stanisław Kardynał Dziwisz, list pisany w desperacji pełen

rozpaczy i żalu na niesprawiedliwość jaka mnie dotknęła. Otwarłem Biblię Tysiąclecia chcąc pismo swoje wzmocnić jakimś tekstem świętym z Psalmów.  Wyszukałem Psalm 75 o nazwie „Bóg mścicielem świata”. Wpisałem go i wysłałem do Kurii Krakowskiej drogą elektroniczną. I znowu zaćmienie wzroku i moja myśl; jeszcze raz przeczytam sobie ten Psalm „Bóg mścicielem świata”, nie ma go tam w Biblii, dziesiątki razy przekartkowywałem Psalmy, ale już tego Psalmu nie znalazłem nigdy, a w 100 procentach jestem pewien, że on tam był i to na 75 pozycji. A więc Wyższa Forma Niewidzialnej Materii ma tą moc wielką przemieszczać się tak w odległe czasy, jak Okres Babiloński gdzie te Psalmy układali pisarze.

Wulgata rozdzieliła się z Biblią na Psalmie 9, a złączyła się ponownie na Psalmie 133, innym razem na Psalmie 144. Układ tych Psalmów był całkiem inny. Gdy tylko miałem objawy przesunięcia mnie w czasie to od razu łapałem za tekst Biblii i sprawdzałem końcowe Psalmy, gdzie mnie czasoprzestrzeń przesunęła.

Wszystko to zaczęło się już w roku 2005 – pojawiła mi się dwucentymetrowa rana na lewej dłoni. Zadziwiło mnie to bardzo, bo nie operowałem żadnym narzędziem tnącym. Trzy tygodnie później obierałem ziemniaki. Ostry nóż przejechał mi po dłoni dokładnie w to samo miejsce. Zadziwiające! Trzy lata później znów pojawiła mi się krwawiąca rana, bez przyczyny na łokciu. Długo myślałem nad tym zjawiskiem. Minęły dwa tygodnie i o kant okna z wystającą ostrą krawędzią zahaczyłem nieuważnie. A więc stygmatycy swoje rany doznają na prawdę ale w innym wymiarze czasowym, czasoprzestrzeni która działa wstecz.

Zajadałem na obiad grochówkę, robioną na kiełbasie wieprzowej w pewien dzień wiosenny 2013 roku, będąc w szpitalu „karnym” w Branicach. Myśl mnie taka naszła; skoro jestem Prorokiem Boga Koheleta, człowieka kultury Izraelskiej, to wieprzowiny nie powinienem jeść, bo tego zakazuję Prawo Mojżesza. Myślę tak, ale stwierdzam; co mi tam te niepoważne głupie zakazy. Patrzę przed siebie na stolik w kącie stołówki, a na nim widzę stare odrapane wiaderko i brudną chochle do nalewania kompotu. Mówię sobie; podejdę nalać kompotu. Wstałem i znów to zamroczenie oczów, patrzę a na stoliku elegancki termos lśniący czystością i nowością. Ten znak dla mnie był jednoznaczny, aczkolwiek nie uznaję tego, aby nie spożywać wieprzowiny. Wszystkie zwierzęta są jadalne i do jedzenia z wyjątkiem kota, bo był on bogiem w Egipcie.

Mieszkając z moją Małgosią na Suchych Łąkach w Witkowicach na północy Krakowa zakupiliśmy nową lodówkę. Przewróciłem lodówkę aby odkręcić płozy ją mocujące. Śrubki były w wewnątrz na łbach wkrętów gwiazdkowych. Jedną wykręciłem. Przy drugiej śrubce wykręcam, wykręcam i nic, zaglądam a tu wkręty nagle są na klucz trzpieniowy. I po co to wszystko pode  mnie było robione? Po to, abym przekazał światu, że jednak jest życie po śmierci.

Syn starszy chciał sobie kupić laptop, kosztował 2400 złotych. Miał on 1200 złotych, a ja miałem mu dołożyć pieniędzy. Jestem tego pewien że miałem tylko 1100 złotych. Myślę więc od kogo by tu pożyczyć 100 złotych. Liczę jeszcze raz, a w portfelu mam 1300 złotych. Liczę drugi raz, trzeci raz, czwarty raz i dziesiąty, a w nocy cały czas zaglądam do portfela, bo nie mogłem uwierzyć w to cudowne rozmnożenie banknotów. W portfelu miałem 1300 złotych.

To co napisałem, to jest prawda, przysięgam na śmierć bliskich, że to prawda, najprawdziwsza prawda, tym bardziej, że byłem dziś u Komunii Świętej. W czasie podniesienia Hostii wszyscy klękli, mi umysł zamroczył się i siedziałem na ławce, aż się po minucie opamiętałem. To znak od samego Jezusa, że nie życzy sobie on mnie więcej w jego świątyniach. Uważajcie na tą religię opartą na słowach Jezusa: „Rozdaj siedem części ubogim, a ósmą daj rodzinie, a sam chodź za mną”. Ludzie co cenią sobie konta i majątek nie mają najmniejszych szans na zbawienie. Najmniejszych szans!