Życiorys

Życiorys

Urodziłem się 28 stycznia 1963 roku w południe o godzinie 12 minut 20. Tak podała akuszerka przyjmująca poród w domu. Nawet nie dostałem klapsa w tyłek, ponieważ jeszcze dobrze nie wyszedłem na świat, a już potężnie wrzeszczałem. Akuszerka skwitowała to słowami; to będzie nieznośny bachor trudny w wychowaniu. Okazało się to nieprawdą. Byłem dobrym dzieckiem i nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. Oczywiście ministrantem i lektorem. Jako jeden z dwóch śpiewałem Psalmy na Mszy świętej w dużej 40-tysięcznej Parafii Świętego Wojciecha, najpierw przy ulicy Jana Kilińskiego, później przy ulicy generała Zajączka, a docelowo w dzielnicy Tysiąclecie.

Można śmiało powiedzieć iż rodzice mnie nie wychowywali. Wychowywało nas podwórko, szkoła, starsze koleżanki i koledzy. Po alkohol z rówieśnikami sięgnęliśmy już w wieku 8 lat. Przychodziło święto śmigus-dyngus, a ja z rówieśnikami wracaliśmy tramwajem z Rakowa tak kompletnie pijani, że aż pasażerowie tramwaju ustępowali nam miejsca siedzącego. Pisze prawdę mieliśmy wtedy z kolegami nie więcej jak dziesięć lat. I czy zwracał ktoś na to uwagę? Nikt, bo poza motorniczym w tym tramwaju wszyscy byli na rauszu, wszyscy się cieszyli i żyli szczęśliwie, ponieważ nastała epoka dobrego Edwarda Gierka! Nawet zespół rokowy Omega zawitał na darmowy koncert do Częstochowy z okazji święta katowickiej Trybuny Robotniczej. Pól miasta wyszło na ich koncert. Ludzie z drzew spadali jak gruszki, a milicja nie dawał sobie rady z ochroną, bo taki był napór na scenę, że aż drewniany podest się na którym grali się załamał. Miałem 12 lat ale pamiętam dokładnie koncert. Wsiedli na scenę bardzo ostro przerobionym utworem piątej symfonii Betowena przechodząc w szybkie, a później wolniejsze nostalgiczne nagrania, a potem ich ambitna muzyczka. Na koniec zagrali perłową dziewczynę i krótki bis. Wielkie show na promenadzie w scenerii leśnej, tym bardziej, że do Polski żaden zespół rokowy nie chciał przyjeżdżać. Trzy lata później nagrali według mnie swój najlepszy album, niedoceniony Idorablo.

W roku 1978 podjąłem naukę w Technikum Hutniczym, gdzie zakończyłem ją otrzymując Dyplom Technika Hutnictwa. Temat na maturze z języka Polskiego, pamiętam do dziś i brzmiał on: „Piękno i malowniczość wsi polskiej na podstawie literatury okresu Odrodzenia”. Temat bajka, rozpisałem się porządnie. Matura zaliczona. Zdana.

24 października 1983 roku wcielono mnie do armii i po półrocznym szkoleniu w jednostce wojskowej w Nysie, trafiłem do jednostki liniowej w Międzyrzeczu Wielkopolskim w stopniu kaprala. Kapral Bolero. Podczas „pokazówki” na zurbanizowanym poligonie w Wędrzynie, miałem ten zaszczyt osobiście przywitać się z Marszałkiem Kulikowem, naczelnym dowódcą sił Układu Warszawskiego, który wizytował i odbierał nasze bojowe ćwiczenia batalionu kapitana Ryszarda Wilka, gdzie służyłem w V kompanii fizylierów czyli komandosów piechoty.

Przebieg kariery zawodowej to nic szczególnego. Całe życie pracowałem ciężko fizycznie, aby czegoś konkretnego się dorobić. I dorobiłem się. Wybudowałem dom jednorodzinny, kupiłem sobie auto i mojej żonie też, a pracowałem w różnych zawodach, przeważnie jako spawacz gazowy, hydraulik, mechanik, ślusarz, operator maszyn, a ostatnio pracownik gospodarczy. Prowadziłem dwie firmy z dużym powodzeniem; blacharski warsztat samochodowy i firmę hydrauliczną.

Od 1 stycznia 2019 roku zamieniłem pracę fizyczną na intelektualną.